muzeum ziemi lubuskiej - mzl

PROCESY O CZARY

Krwawe spektakle dotarły również ma tereny Śląska. Stosy zapłonęły w Bytomiu Odrzańskim, Sulechowie, Zbąszynku, Szprotawie i innych okolicznych miejscowościach. Ogień dotarł również do Zielonej Góry. Walki okresu wojny trzydziestoletniej przyczyniły się do zapoczątkowania procesów o czary w Zielonej Górze. Listę zielonogórskich ofiar otwierają cztery kobiety spalone w roku 1640, jeszcze w trakcie działań wojny trzydziestoletniej. Spalono je na rozkaz dowódcy oddziału szwedzkiego stacjonującego wówczas w Zielonej Górze. Kilkanaście lat później, w 1654 roku, ogień pochłonął kolejną ofiarę – Katarzynę Funck z Łężyc. Kobieta została posądzona o odebranie mleka krowom sąsiadów, sprowadzenie burzy na wieś, a także o wywołanie choroby u jednej z mieszkanek wsi. Zarzuty potwierdził sąd, wskutek czego Funck spalono na stosie.

W Zielonej Górze stosy zapłonęły na dobre w latach 60. XVII wieku. Począwszy od roku 1663 w ciągu niespełna trzech lat w płomieniach stosów zginęły 23 kobiety pochodzące z okolicznych miejscowości: Krępy, Zawady, Przylepu, Płotów, Raculi, Jędrzychowa i Czarnej. Zielonogórskie procesy zostały zapoczątkowane oskarżeniem wniesionym przed oblicze sądu przez Melchiora von Landskrona, pana na Przylepie, przeciwko Helenie Klich. Oskarżenie dotyczyło spalenia karczmy. Podczas przesłuchania i stosowanych tortur Helena Klich przyznała się do zarzucanych czynów i wskazała wspólniczki uczestniczące w czarodziejskich praktykach. Wśród nich znalazły się Anna Paszke, Anna Memmel, Anna Baran, Ewa Werner. Kobiety zostały przesłuchane przez sąd w Przylepie. Lista oskarżonych powiększała się w trakcie kolejnych przesłuchań. Anna Stach, Anna Neuman, Anna Klich, Maria Wojten, Sabina Grasse podczas tortur przyznawały się do bezczeszczenia komunii świętej, zaprzedania ciała i duszy diabłu, udziale w sabacie czarownic na Łysej Górze. Efektem obrad sądu były wyroki skazujące. 10 lipca 1663 roku na stosie spłonęła Helena Klich. Kolejne kobiety stracono we wrześniu tego samego roku.

zdjecia eksponatow

Doszło do tego, że przed oblicze sądu zostały wezwane przedstawicielki miejskiego patrycjatu. Anna Stach w trakcie tortur zeznała, że w niecnym procederze brały udział: Elżbieta Grasse, Dorota Juthe i Elżbieta Apelt – żony poważanych i szanowanych obywateli Zielonej Góry. Dotychczasowe ofiary prześladowań w Zielonej Górze pochodziły z wiejskiego stanu, były to kobiety zdane na łaskę lub niełaskę miejskich sędziów. Kiedy zarzut uprawiania czarów dotknął reprezentantki miejskiej elity, podniosły się głosy oburzenia. Mężowie oskarżonych podjęli wiele starań, by uchronić żony przed torturami i spaleniem. Początkowo sąd, pomimo znacznej władzy i upoważnień, nie zdecydował się aresztować kobiet. Wkrótce jednak poddano je przesłuchaniom, a Elżbietę Grasse aresztowano. Dla zielonogórskiego sądu sprawa Elżbiety Grasse była kłopotliwa. Zrzucając brzemię odpowiedzialności zwrócili się o poradę do sądu wyższej instancji w Lwówku Śląskim. Eksperci sądowi z Lwówka nie baczyli na stan i pochodzenie kobiet i nakazali dalszy tok postępowania. Wskutek tego Elżbieta Grasse została poddana torturom, podczas których uzyskano wymagane do spalenia zeznania. Mimo późniejszego odwołania zeznań, motywując je wymuszeniem w trakcie tortur, Elżbieta Grasse została ostatecznie spalona na stosie 6 lutego 1665 roku. Była to ostatnia ofiara prześladowań czarownic w Zielonej Górze. Pozostałe dwie mieszczki udało się ocalić. Mężowie Apelt i Juthe nie ustawali w swych zabiegach, interweniowali w sądzie w Głogowie, a następnie przed majestatem cesarskim w Wiedniu. Uzyskali poparcie cesarskiej kancelarii von Goltza i otrzymali zapewnienie o korzystnym rozstrzygnięciu sprawy. Istotnie interwencja okazała się skuteczna. Do Zielonej Góry dotarł rozkaz zaprzestania dalszego procesu i uwolnienie oskarżonych kobiet. Zielonogórski sąd na mocy cesarskiego edyktu utracił możność stanowienia wyroków śmierci w procesach o czary.